W samotności wiesz, co myślisz. Potrafisz nazwać, co Ci odpowiada, co Cię irytuje i na co nie masz ochoty. Układasz w głowie zdanie, które chcesz wypowiedzieć. Wydaje się proste i zgodne z Tobą.
Potem przychodzi rozmowa. Ktoś przedstawia swoje oczekiwania, robi niezadowoloną minę albo mówi z dużą pewnością siebie. I nagle Twoje zdanie przechodzi kilka poprawek. Łagodzisz je, wycofujesz część wypowiedzi, dopowiadasz usprawiedliwienie. Czasem zamiast odmowy słyszysz własne: „Dobrze, jakoś to zrobię”.
Dopiero później wraca pytanie: dlaczego znowu zgodziłem się na coś, czego nie chciałem?
Chcę przyjrzeć się temu momentowi, w którym cudza reakcja zaczyna mieć większe znaczenie niż nasza własna odpowiedź. Ile potrzeb, słów i decyzji oddajemy w zamian za pewność, że nadal będziemy akceptowani?
Wyobraź sobie, że ktoś zaprasza Cię na spotkanie. Masz za sobą wymagający tydzień i chcesz zostać w domu. Zanim jednak odpowiesz, zaczynasz rozważać, czy odmowa nie sprawi tej osobie przykrości. Może uzna Cię za kogoś nieżyczliwego? Może następnym razem już nie zaprosi?
Twoja potrzeba odpoczynku nadal istnieje, ale coraz trudniej uwzględnić ją w decyzji.
Podobnie może wyglądać rozmowa w pracy. Masz inne zdanie, zauważasz problem, chcesz zgłosić wątpliwość. Rozglądasz się jednak po twarzach pozostałych osób i czekasz, aż ktoś pierwszy powie to, co myślisz. Kiedy wszyscy przytakują, przytakujesz również Ty.
Lęk przed oceną innych może pojawiać się właśnie w takich drobnych sytuacjach. Mamy coś do powiedzenia, a jednocześnie próbujemy przewidzieć, ile będzie nas kosztować wypowiedzenie tego na głos.
Z czasem warto zapytać: czy w tej rozmowie wybieram sposób wyrażenia siebie, czy rezygnuję z tego, co chcę wyrazić?
Pod dopasowywaniem się może kryć się warunek, który stawiamy samym sobie: mam prawo dobrze o sobie myśleć, dopóki nikogo nie rozczarowuję.
W takim układzie czyjeś niezadowolenie staje się czymś więcej niż reakcją na konkretną decyzję. Zaczynamy odczytywać je jako ocenę całej naszej osoby. Odmowa przestaje dotyczyć jednego spotkania czy dodatkowego zadania. W głowie pojawia się pytanie: „Czy jestem egoistą? Czy jestem wystarczająco dobry?”.
Tak można rozumieć warunkową samoakceptację — uzależnianie własnej wartości od spełnienia określonych oczekiwań. W tym przypadku od aprobaty otoczenia.
Warto sprawdzić, czy rozpoznajesz u siebie taki warunek. Czy po wyrażeniu odmiennego zdania od razu szukasz zapewnienia, że druga osoba się nie obraziła? Czy potrafisz pozostać przy swojej decyzji, kiedy ktoś jest nią zawiedziony? Czy zmieniasz zdanie dlatego, że usłyszałeś ważny argument, czy dlatego, że trudno Ci wytrzymać brak zgody?
Czyjeś rozczarowanie może być prawdziwe, a Twoja decyzja nadal może być uzasadniona. W relacji jest miejsce na oba te doświadczenia.
Wzajemne dostosowywanie się jest częścią wspólnego życia. Uwzględniamy cudze potrzeby, czasem ustępujemy, wybieramy kompromis. Możemy świadomie zrobić coś dla bliskiej osoby, choć sami wybralibyśmy inaczej.
Znaczenie ma to, czy czujemy, że mamy wybór.
Jeśli potrafisz powiedzieć zarówno „tak”, jak i „nie”, możesz zdecydować, kiedy chcesz ustąpić. Jeśli każda odmowa wydaje się zagrożeniem dla relacji, Twoja zgoda zasługuje na uważniejsze przyjrzenie się.
Pomocne może być pytanie: „Gdybym wiedział, że ta osoba nadal będzie mnie szanować, co bym odpowiedział?”.
Nie chodzi o to, żeby od tej chwili zawsze stawiać na swoim. Chodzi o dopuszczenie własnej odpowiedzi do rozmowy. O możliwość powiedzenia: „Rozumiem, że Ci na tym zależy. Ja potrzebuję czegoś innego. Zastanówmy się, co możemy z tym zrobić”.
Spotkanie może minąć w miłej atmosferze, a mimo to pozostawić zmęczenie. Szczególnie wtedy, gdy przez cały czas kontrolujesz, jak wypadasz: czy nie mówisz za dużo, czy Twoja opinia pasuje do pozostałych, czy możesz pozwolić sobie na powagę, odmowę, ciszę.
Po powrocie do domu odtwarzasz rozmowę. Rozważasz, czy żart był odpowiedni i co oznaczała czyjaś mina. Zamiast wspominać samo spotkanie, oceniasz własny występ.
W takiej sytuacji warto zauważyć, ile uwagi pochłania próba bycia osobą, którą łatwo zaakceptować. Czy zostaje jeszcze przestrzeń na ciekawość, przyjemność rozmowy i sprawdzenie, jak Tobie jest z tymi ludźmi?
To ostatnie pytanie bywa pomijane. Skupieni na tym, czy jesteśmy lubiani, możemy rzadko pytać siebie, przy kim czujemy się swobodnie i z kim rzeczywiście chcemy budować bliskość.
W duchowym języku czakr można przyjrzeć się temu tematowi przez symbolikę gardła i splotu słonecznego. Traktuję ją tutaj jako sposób porządkowania refleksji nad sobą.
Czakra gardła symbolizuje wyrażanie siebie: wypowiadanie własnego zdania, potrzeb i granic. W tym kontekście kieruje uwagę na pytanie: „Jakie słowa zatrzymuję, kiedy obawiam się cudzej reakcji?”.
Splot słoneczny wiążę w tej refleksji ze sprawczością i prawem do własnego wyboru. Pytanie brzmi wtedy: „Czy daję sobie prawo decydować również wtedy, gdy moja decyzja komuś nie odpowiada?”.
Te dwa obszary spotykają się w codzienności. Można wiedzieć, co chce się powiedzieć, a jednocześnie nie czuć przyzwolenia, żeby przy tym pozostać. Można wypowiedzieć granicę i chwilę później ją wycofać, widząc niezadowolenie rozmówcy.
Ta symbolika może służyć uważności. Sama trudność z odmową nie pozwala jednak stwierdzić, że ktoś ma zablokowaną czakrę. Warto uwzględniać również doświadczenia tej osoby, charakter relacji i to, czy wyrażanie własnego zdania jest w niej bezpieczne.
Hasło „bądź sobą” niewiele wnosi, jeśli w chwili rozmowy trudno Ci nawet rozpoznać, czego chcesz. Początkiem może być zrobienie sobie miejsca na odpowiedź.
„Chcę się zastanowić. Wrócę do Ciebie jutro”.
Takie zdanie pozwala sprawdzić własne możliwości, zanim pojawi się automatyczna zgoda. Innym krokiem może być wyrażenie drobnej preferencji: wybór miejsca spotkania, propozycja innego terminu, spokojne „mam na ten temat inne zdanie”.
Warto zaczynać w relacjach, w których jest miejsce na różnice. Obserwować, co faktycznie się wydarza, zamiast uznawać przewidywaną reakcję za pewnik. Ktoś może być przez chwilę rozczarowany, zapytać o powód albo zwyczajnie przyjąć odpowiedź.
Bycie sobą obejmuje również prawo do prywatności i świadomego milczenia. Nie każdemu chcemy mówić wszystko. Istotne jest to, czy nasze milczenie wynika z wyboru, czy stale towarzyszy mu poczucie, że na własne zdanie nie możemy sobie pozwolić.
Nie oczekiwałbym od nikogo, że nagle przestanie przejmować się opinią innych. Bliskość i akceptacja mają dla nas znaczenie. Możemy jednak przyglądać się temu, jak wiele oddajemy, żeby je utrzymać.
Przypomnij sobie jedną niedawną rozmowę, podczas której odpowiedź na głos różniła się od tej, którą czułeś w środku. Co chciałeś powiedzieć? Jakiej reakcji się obawiałeś? Czy w Twojej wypowiedzi mogłoby znaleźć się choć jedno zdanie, które uwzględnia także Ciebie?
Może właśnie od takiego zdania zaczyna się większa swoboda przy innych: „Chętnie się z Tobą spotkam, ale dziś potrzebuję odpocząć”.
Bez rezygnowania z relacji. Z miejscem na własne potrzeby.
02-233 Warszawa
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.